Co my z nim zrobimy, Polsko?

Niechlubna pamiątka z czasów sowieckich, a może wielopokoleniowy symbol Warszawy. Wczoraj żywy świadek komunistycznych upadków. Dzisiaj już tylko pomnik historii. Czy na pewno? Pałac Kultury i Nauki to jedna z głównych kart dziejów Rzeczpospolitej. Polacy szeroko uśmiechnięci robią sobie przy nim zdjęcia, podczas, gdy  z drugiej strony pojawiają się plany jego rozbiórki. Czy PeKiN jest w stanie udźwignąć tę przedziwną przewrotność czasów?

Gdyby tak wyglądała historia w mojej szkole, z pewnością miałabym lepsze oceny. Teatr Papahema połączył siły z Teatrem Żydowskim w Warszawie i stworzył spektakl, który nie tylko porusza, ale i uczy. Najważniejsze epizody z historii Pałacu Kultury i Nauki zamknięto w 100 minutach pełnych strachu, śmiechu, przepychu i rozpusty oraz prób odpowiedzi na pytania o naszą dumę narodową – czy my w ogóle jeszcze ją mamy? Zresztą – czy kiedykolwiek posiadaliśmy? Czy obchodzi nas jeszcze nasza historia? Jak się czujemy jako Polacy – dziedzice traum obu wojen i komunizmu?

Domyślałam się, że spektakl będzie miał mocno żydowskie korzenie, jednak miło się rozczarowałam. Owszem, usłyszymy duchy dzieci osieroconych przez Korczaka, usłyszymy o piekle getta, ale to wszystko jest traktowane jako misz-masz w kotle polskiej historii. Nie ma poprawnościowego podziału na Polaków i Żydów – jesteśmy my, ludzie żyjący wtedy na tym samym kawałku ziemi. Słuchający tych samych przemówień Władysława Gomułki, pełni napięcia obserwujący ostatni zjazd KC PZPR, tak samo zachłyśnięci Zachodem, jego bezpruderyjnością i możliwościami, których nie mieliśmy, gdy komunizm spętał nam ręce. Przyjdzie czas na nielojalność, wyższość jednych nad drugimi oraz gorzkie wyrzuty sumienia (swoją drogą – popisowa scena Mateusza Trzmiela, gdzie pozwolił wyszaleć się swojemu warsztatowi aktorskiemu), ale na początku wszyscy chcieliśmy się bawić i być szczęśliwi, tak po prostu i tak po ludzku.

Dynamiczne zwroty akcji, choć nie mają na celu literalnego przedstawienia biegu historii, to przekazują emocje drzemiące w ludziach pamiętających upadek komunizmu. Dopiero po wielu latach zostają wyrażone bez lęku.

„Pekinowi” nie można zarzucić nic pod względem formy, jak i treści, no chyba, że zbyt małą scenę na zaprezentowanie wachlarzu możliwości artystów, ale i to zostało ograne. Użyto tu wielu skrótów i uproszczeń wyciągniętych z bogatych zbiorów Pałacowych opowieści. Niektóre wątki jedynie zasygnalizowano w sposób bardziej publicystyczny, aniżeli jako dogłębne studium historii ale nie jest to zarzut – ich twórcze przetworzenie pozwala zachwycić się panoramą wspomnień tego miejsca.

Na tym spektaklu nie sposób się nudzić. Dynamiczne zwroty akcji, choć nie mają na celu literalnego przedstawienia biegu historii, to przekazują emocje drzemiące w ludziach pamiętających upadek komunizmu. Dopiero po wielu latach zostają wyrażone bez lęku. Jest barwnie, kolorowo, refleksyjnie. Miś Szumiś (Paulina Moś) nie oszczędza nikogo w swoim pijackim monologu oskarżającym Polaków o brak historycznego przebudzenia. Zauważono jednak, że mimo dziwnych czasów, społeczeństwo starało się żyć normalnie – pracowało, z podniesionym czołem uczyło kolejne pokolenia, ale byli i tacy, którzy nie zajmowali się polityką. Scena rozgrywająca się na basenie PKiN oraz pierwszy striptiz w Sali Kongresowej to najlepsze elementy spektaklu – świetny, wywarzony humor. Aktorzy cudownie bawią się ze sobą na scenie, ale – co najważniejsze – zabawiają publiczność. I trzeba przyznać, naprawdę im to wychodzi.

Wszyscy wypadają bez zarzutu i mają coś, czego czasem brakuje profesjonalistom – ogromne pokłady energii i luzu oraz dziecięcą wręcz radość z tego, co robią. Widać, że „im się chce” grać, a nie tylko odrobić pańszczyznę. Nadal jestem pod wrażeniem głosu „Czaczy”, temperamentu Pauliny Moś oraz ogromnej wrażliwości Mateusza Trzmiela. I muzycznie, i scenograficznie było w punkt – bez przesady, nie za mało i nie za dużo, za to oklaski należą się Agacie Biziuk za piekielny dobry scenariusz i reżyserię. Wypada również docenić ruch sceniczny w reżyserii Anny Sawickiej – Hodun, która postawiła na szybkość i różnorodność w trudnej przestrzeni.

Sztuka ciekawa, inna, niebanalna w formie, bardzo dobra w wykonaniu. Co tu dużo gadać – oby więcej takich spektakli!

***

Tekst i reżyseria:
Agata Biziuk

Scenografia:
Ľudmila Bubánová

Muzyka:
Natasza Topor

Ruch sceniczny:
Anna Sawicka-Hodun

Reżyseria świateł:
Maciej Iwańczyk

Obsada:
Daniel „Czacha” Antoniewicz
Paulina Moś
Helena Radzikowska
Paweł Rutkowski
Michał Karwowski
Monika Soszka

Mateusz Trzmiel

Premiera:
28 listopada 2019

Źródło: https://www.teatr-zydowski.art.pl/spektakle/pekin

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: