Kolacje czwartkowe

Co ma zwykły krawat do Cravate Clubu? Wszystko i nic. Kiedy jedynym warunkiem bycia członkiem grupy jest brak innych reguł, a Ty mimo tego do niej nie należysz, to faktycznie możesz się lekko załamać. Tym bardziej, kiedy Twoi przyjaciele zdążyli się tam rozgościć.

Komedie mają to do siebie, że nie trzeba ich głębiej analizować, żeby je zrozumieć, a nierzadko wynosimy z nich więcej niż ze spektakli wysokich lotów. Tak też jest w tym przypadku. Historia błaha i współczesna – Bernard, architekt i biznesman, z okazji swoich pięćdziesiątych urodzin wyprawia przyjęcie, na które zaprasza swojego najlepszego przyjaciela, a zarazem wspólnika – Adriena. Ten niestety nie może się na nim zjawić, ponieważ sam idzie na spotkanie do Cravate Clubu – miejsca nieekskluzywnego, nietajemniczego, do bólu normalnego, zrzeszającego zwykłych facetów bez żadnych specjalnych wymagań czy dress code’ów. Oburzony jubilat zaczyna drążyć temat i tak oto jesteśmy świadkami serii wydarzeń, które doprowadziłyby do tragedii – no właśnie – gdyby komedią nie były.

Spektakl jest naprawdę zabawny, a humor prosty, sytuacyjny, zrozumiały, ale nie wulgarny – to na plus. Nie ma co się oszukiwać – były też osoby, które spodziewały się czegoś innego, bo salwy śmiechu na sali też nie było. Pierwszy raz odwiedziłam Małą Scenę w Teatrze Polonia i odniosłam wrażenie, że jest ona stworzona do takich właśnie historii – lekkich, luźnych, dziejących się blisko widzów. Na upartego można było aktorów dotknąć, ale pierwsze rzędy powinny uważać – nigdy nie wiadomo, co nagle ze sceny „wyleci” 😉 Aktorzy trzymają się czwartej ściany, uzyskując dzięki temu atmosferę prywatności, przez co „Cravate Club” staje się jeszcze bardziej absurdalny i komiczny. Bo w końcu o to w tej sztuce chodzi.

O warsztacie aktorskim Wojciecha Malajkata (Bernard) nie ma co się rozpisywać, bo wiadomo, że jest aktorem znakomitym i ogromną przyjemnością jest oglądanie go na żywo, jak i na ekranie. Równie dobrze wypada Marcin Stępniak w roli Adriena – chłopaka młodego, porywczego, szybkiego w mowie, co chwilę tarmoszącego włosy, ale dojrzałego. Z kolei z Bernarda, pozornie uporządkowanego i statecznego biznesmana, wychodzi wielkie, prześmieszne dziecko, które jak czegoś chce to musi to dostać i nie ma przeproś.

Tekst Fabrice’a Rogera-Lacana, na pierwszy rzut oka banalny, ma swoje drugie dno – mówi o tym, jak robimy z igły widły i co się z nami dzieje, kiedy czujemy się wykluczeni. Jednym zdaniem – było fajnie, miło, szkoda, że tak krótko!

***

Reżyseria:
Wojciech Malajkat

Przekład:
Katarzyna Skawina

Scenografia i kostiumy:
Wojciech Stefaniak

Asystentka ds. scenografii i kostiumów:
Małgorzata Domańska

Reżyseria światła:
Waldemar Zatorski

Realizacja dźwięku:
Radosław Grabski

Producent wykonawczy:
Rafał Rossa

Obsada:
Wojciech Malajkat
Marcin Stępniak

Premiera:
24 września 2020

Źródło: https://teatrpolonia.pl/event-data/4042/cravate-club

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: