Żelazne serce Milli

W ostatnim czasie przeczytałam już kilka sztuk niemieckich dramaturgów rozliczających się z demonami hitleryzmu i chociaż czuję już przez to lekkie znużenie tym tematem, to rozumiem, dlaczego jest on tak często podejmowany. Każdy kraj ma prawo przepracowywać swoje traumy tak jak chce. Jednak jest coś, co odróżnia sposób widzenia świata Franzobela od innych twórców.

Umiejętne użycie groteski, boleśnie kłujące w oczy przerysowanie, opisywanie spraw wielkiej wagi w sposób bliższy profanum, słowem: kontrast tak mocny jak kolorowe paski w starych telewizorach. Co mi to robi jako widzowi? Zaciekawia, intryguje. Sprawia, że też patrzę na pewne rzeczy z przymrużeniem oka i pozwalam autorowi uwypuklić te aspekty, które uznał on jako szczególnie istotne.

Czytanie performatywne sztuki Franzobela „Księżniczki Eisenherz” w reżyserii Marcina Bartnikowskiego było… no właśnie. Przygotowane nagranie – we współpracy z aktorami z Akademii Teatralnej oraz Teatrem Szkolnym im. Jana Wilkowskiego w Białymstoku – trochę szokowało.

Tym razem wyjątkowo zacznę od minusów, bo było ich zdecydowanie mniej, ale ten jeden irytował mnie bardzo mocno: niedopracowany dźwięk. Mimo tego, że w domu było cicho, a laptop miałam pogłośniony maksymalnie, trudno było mi usłyszeć zwykłe rozmowy bohaterów w momentach, w których nie podnosili głosu. Oczywiście tych przerysowanych i przekrzyczanych kwestii było więcej, ale jednak z ust aktorów wydobywał się też totalnie zwyczajny, naturalny ton ich wypowiedzi. Być może był to zabieg celowy, ale jeśli tak, to wyjątkowo nieudany.

Za to samo wyreżyserowanie czytania „Księżniczki Eisenherz” już niewątpliwie zasługuje na uznanie. Podobało mi się, że tak naprawdę oglądaliśmy spektakl, a nie aktorów w bluzach, pozbawionych rekwizytów i siedzących przy pustym stole. Przez większość czasu zapominałam o tym, że to tylko czytanie. Bardzo przyjemnie oglądało się artystów, którzy faktycznie grali z intencją i wiedzieli, do jakiego finału mają swoje postaci doprowadzić.

A jak można jednym słowem opisać cały świat przedstawiony? Obłęd! Historia takich jak wiele: mamy rok 1944, znajdujemy się w Eisenerz w Austrii (nawiązanie do tytułu? Oczywiście, że tak!), a dokładniej w mieszkaniu Milli – kobiety, której mąż wyruszył walczyć na froncie w imieniu Führera, a także oczekującej przyjścia na świat ich syna Wernera. I Werner faktycznie przychodzi, ale nie tak, jakbyśmy się tego spodziewali. Nawiedza Milli z przyszłości i pyta o sens konspiracji, którą prowadziła od momentu pojawienia się w jej mieszkaniu Mitzi – koleżanki ze szkolnej ławki, aktywnej działaczki ruchu oporu i jej dwóch towarzyszy. Po co Milli ryzykowała narażając na śmierć siebie i swoje nienarodzone dziecko? Odpowiedź nadal nie jest dla mnie oczywista. Może po prostu po to, żeby pomóc.

Ale wracając do obłędu – zaczyna się on w momencie, kiedy położna dostrzega w wodach płodowych portret Hitlera. I co najstraszniejsze – wszyscy widzą to samo! Nawet teściowa Milli w pewnym momencie, wyrażając swoją rozpacz, zaczyna mówić do plamy jak do żywego człowieka. Mitzi w groteskowy sposób umiera, a potem ta dam! Ożywa. A pijany do cna szef miejscowej organizacji partyjnej (powtarza to tyle razy, że trudno o tym zapomnieć) wraca z zebrania partii i żartobliwie grozi wywózką do Dachau. Szaleństwo! Ale jak napisał kiedyś Shakespeare: w tym szaleństwie jest metoda. Te hiperabsurdalne scenariusze napisała sama Milli – narodziły się one w jej głowie z ton nieuszeregowanych, czarnych myśli. Skoro mamy czarne myśli, to możemy mieć i czarny humor.

Pełno tutaj nawiązań, metafor i znaczących zwrotów akcji, ale głęboko zastanawia mnie ostatnia scena: postacie jedzą coś, co wygląda jak ziemia, a w tle słychać płacz Wernera. Może to swoisty, symboliczny pogrzeb? Domknięcie historii, które w rzeczywistym świecie nie miało miejsca, a którego wszyscy tak bardzo potrzebowali? Nie wiem. Za to po obejrzeniu tego czytania rozumiem doskonale, o co chodziło szefowi partyjnemu, kiedy powiedział, że „jak zaczyna się chlać to mija odurzenie rzeczywistością i zaczyna się widzieć jasno”.

***

Czytanie performatywne sztuki ON-LINE
„Księżniczka Eisenherz“
Franzobel 
we współpracy z Wernerem Müllerem

Przekład:
Marek Szalsza

Wprowadzenie:
dr hab. Krzysztof Tkaczyk (Uniwersytet Warszawski)

Reżyseria:
Marcin Bartnikowski

Scenografia:
Marcin Bartnikowski
Marcin Bikowski

Organizatorzy:
Austriackie Forum Kultury
Agencja ADiT
Teatr Szkolny im. Jana Wilkowskiego w Białymstoku

Obsada:
Marcin Bartnikowski
Anna Stela
Agnieszka Roszkowska
Krzysztof Ogłoza
Agnieszka Sawicka
Natalia Sakowicz
Maciej Grzegorczyk
Aleks Joński
Agnieszka Makowska
Marcin Bikowski

Źródło:
https://austria.org.pl/wydarzenia/czytanie-performatywne-sztuki-ksiezniczka-eisenherz-franzobla-we-wspolpracy-z-wernerem-mullerem

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: